Skip to content

Bolonia

Lądując na włoskiej ziemi (z polskiej do polskiej) pierwszy zapach to aromat świeżo zmielonej kawy, gorących czarnobrązowych ziaren. Jest on bardzo wskazany gdy szarość przedwiośnia tłumi zmysły i odruchy życiowe do minimum przeżycia. Szarości we Włoszech występują jedynie ewentualnie jako kolory pięknych tkanin, ubrań, butów, dizajnerskich sof, lub ceramiki zastawy kuchennej. Na każdym kroku dotyka historia starych murów, które nasiąkły życiem przestrzeni setek lat, włoskiego zaśpiewu wypitych win, bianco i rosso, aperol spritz i prosecco, w wystawach toczą się koła Parmigiano Reggiano, jest nieśpiesznie, trudno biec po uliczkach kocich łbów, a zreszta po co. Zanurzam się w świecie, gdzie jedzenie to prostota smaku, naturalność i brak zbędnej kombinacji, jakość jest najważniejsza, nie ukryje się tu błędne zastępstwo, jest szczerość wiernych przepisów przekazywanych zapewne z pokolenia na pokolenie.

Patrzę w świat za witrynami, podglądam Włochów i Włoszki, zaglądam im przez ramię, patrzę ukradkiem w filiżanki i gazety, omiatam wzrokiem świetnie leżące ubrania, krawieckie świetności, podsłuchuję rozmowy nie rozumiejąc języka i sensu, bawię się zgadywaniem kto jest kim, jestem tu na chwilę, dotyka mnie ten świat, a ja jego, ale to tylko powierzchnia, na chwilę, na kilka dni, nie jestem stąd, jestem z północy; czuję tę różnicę i zachwycam się innością. Chętnie bym bardziej pooswajała tę północną “obcość” …


Related Posts with Thumbnails

Be First to Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *